A no to i ja kilka groszy...
Jedyne szczepienia, jakie miałam, to w dzieciństwie - wg karty obowiązkowych szczepień.
W życiu nie dałabym sobie wstrzyknąć jakiegoś świństwa do organizmu.
Mój organizm ma moc obrony.
No musi sam się obronić!!! Nie można dopuszczać do rozleniwienia go.
Układ immunologiczny musi pracować. Gdy czuje że do organizmu dostał się jakiś bakteryjek, pokazuje mi to dość wyraźnie!
Natychmiast na ustach pojawia się opryszczka.
I już wiem, że coś mnie próbuje zeżreć od środka. Ale mówię sobie: No... Haluśka! Nie damy się! Do boju!
I żadna grypa mi nie straszna.
A jak rząd ogłosił kilka lat temu pandemię, to ja byłam chora... rozłożyło mnie... na 1 dzień.
Miód, cytryny, maliny. Do oporu.
W nocy pływałam we własnym łóżku... Rano obudziłam się słaba.
I tu przydaje się pozytywne myślenie.
Ano... nie dałam się

Pod prysznic i na zmianę - raz gorący, raz chłodny. Potem masaż ciała ręcznikiem i mogłam nadal świat zdobywać.
Mój kardiolog powiedział, że jestem porażką medycyny

Rozbawiło mnie to
Pracuję w prywatnej firmie ubezpieczeniowej.
Rejestruję pacjentów do lekarzy.
To, co działo się jesienią, ile ludzi walczyło wręcz o szczepionkę, to nie da się opisać.
Jak poszła fama, że ze wschodu idzie do nas pandemia, ludzie wpadli w popłoch.
Brakowało miejsc do lekarzy na konsultacje przedszczepienne, brakowało szczepionek w placówkach, ba... nawet w hurtowniach...
Rozpaczliwa pogoń za choćby jedną szczepionką. Ludzie gotowi byli nawet jechać do innego miasta, tam, gdzie jeszcze coś zostało.. byle tylko wstrzyknąć w siebie ten komplecik trujących wirusów.
Truli siebie, dzieci, całe rodziny kilkuosobowe. I jacy szczęśliwi byli....
A teraz.. wiosna...
I co? Pandemia się rozwiała, odeszła w niepamięć, chyba nawet do nas nie dotarła...
A ludzie..? Coraz słabsi...
A ja mam się całkiem dobrze

Nie wiem, co to tabletki, nie znam szczepionek, wirusy mnie się jakoś nie imają. I jakby co, to ja już w drugiej połowie życia jestem
I oby tak do... setki